Cadillac w tym roku rozpoczął swoją przygodę z Formułą 1, co na początku tego wieku wydawało się nie do pomyślenia, biorąc pod uwagę ówczesny wizerunek marki. Podobnie jak fakt, że oferuje sportowe limuzyny równie dobre jak europejskie, takie jak np. CTS-V czy – aktualnie – CT5-V Blackwing.

W królowej sportów motorowych Amerykanie czekają na pierwsze punkty, ale biorąc pod uwagę, że to zespół budowany od zera można to zrozumieć. Tuż przed GP Miami Cadillac zaprezentował limitowaną edycję swojego sportowego sedana CT5-V Blackwing – nadano jej dodatkowe oznaczenie F1 Collector Series. Wszystko z okazji rozpoczęcia przez Amerykanów (miejmy nadzieję, że długiej) przygody z F1.

Nazwa wydaje się być jeszcze bardziej trafna patrząc po kolorze

Wszystkie egzemplarze CT5-V Blackwing w tej edycji są pomalowane na czarny kolor. Jest to matowy lakier Midnight Stone Frost. Całość uzupełniono karbonowym pakietem aerodynamicznym, który – w odróżnieniu od pozostałych odmian tego modelu – wykończono krawędziami w kolorze Switchblade Silver. Całość uzupełniono o kilka logo Formuły 1, jak również logo FIA (na nakładkach progów).

Cadillac CT5-V Blackwing F1 Collector Series

Całość nawiązuje nieco do barw bolidu F1, choć jest bardziej mroczna – no i matowa.

Logo F1 jest tłoczone. Nie zlezie nawet na najbardziej podłych szczotkach w myjni automatycznej, ale z takim lakierem to bym tam nie jechał.

Poza tym jest to CT5-V Blackwing do jakiego mogliśmy się przyzwyczaić przez ostatnie lata. I bardzo dobrze, bo to samochód udany stylistycznie – niczego nie trzeba tu było gruntownie korygować.

 Cadillac CT5-V Blackwing F1 Collector Series ma wybitnie oldschoolową konfigurację

Mamy tutaj V-ósemkę z kompresorem – konkretnie 6,2-litrowe LT4, które pamięta takie modele Chevroleta jak Corvette Z06 C7 oraz Camaro ZL1. Standardowy Blackwing ma 677 KM oraz 893 Nm. Biorąc pod uwagę, że to wariant okolicznościowy, można się było spodziewać, że te parametry zostaną nieco podkręcone – pytanie w jakim stopniu, biorąc pod uwagę, że i tak trudno było narzekać na niedobór cyferek. Inżynierowie zakasali rękawy, powiedzieli „pa tera” i zmodyfikowali sprężarkę mechaniczną, dzięki czemu limitowany CT5-V Blackwing osiąga teraz 695 KM i 912 Nm. Podkreślę to może na wypadek ewentualnych niejasności: tu nie ma wsparcia ze strony elektryki, a i tak jest to najmocniejszy drogowy, spalinowy Caddy w historii marki. W niczym nie przeszkadza tu fakt, iż silnik ma wałek rozrządu w bloku (OHV) i dwa zawory na cylinder. Ba, to pierwsze nawet pomaga, bo taka konstrukcja jednostki sprawia, że jest ona niższa od tych z rozrządem typu DOHC (czy raczej 2x DOHC w przypadku silnika widlastego). Dotychczasowym rekordzistą w gamie Cadillaca był Escalade-V, który z tego samego silnika osiąga… 692 KM i 885 Nm.

Równie niedzisiejsza jest kwestia przeniesienia całej tej mocy i momentu obrotowego – nie dość, że trafiają one tylko na tylne koła, to jeszcze za pośrednictwem sześciobiegowej, manualnej skrzyni biegów Tremec TR-6060. Niektórych może tu dziwić nie tylko brak automatu (nawet w opcji, choć zwykłego Blackwinga można wyposażyć w dziesięciobiegowy automat), ale też samo to, ile manual ma biegów – w Corvette Z06 stosowano bowiem skrzynię siedmiobiegową (Tremec TR-6070).

Potwór na prostej i w zakrętach

Pierwszą setkę Cadillac CT5-V Blackwing F1 Collector Series ma osiągać po 3,5 s, a wskazówka prędkościomierza powinna piąć się co najmniej do poziomu 200 mph (322 km/h) – na tę chwilę brakuje jednak oficjalnych informacji na ten temat.

Topowy wariant Blackwinga standardowo wyposażany jest w Precision Package, czyli pakiet zawierający zmodyfikowane zawieszenie, hamulce węglowo-ceramiczne oraz opony Michelin Sport Cup 2 R. Jego cennikowa wartość w przypadku tańszych Blackwingów wynosi 18 tys. dol.

Nie zapomnisz o Formule 1 także we wnętrzu

Cadillac CT5-V Blackwing Collector Series

Logo królowej wyścigów mamy wyszyte na zagłówkach, znajduje się też ono na dźwigni zmiany biegów. Odpowiednio ozdobiono też progi. Przez chwilę można by było pomyśleć, że jesteśmy jak Sergio Perez czy Valtteri Bottas, gdyby nie to, że oni ani nie mają komfortu dużego sedana, ani dźwięku V-ósemki. Przykro mi, chłopaki.

Podoba Wam się? Mam fatalną wiadomość dla większości z Was

Nie chodzi już nawet o potencjalną cenę, bo ma ona przekroczyć 150 tys. dolarów. Dla porównania, CT5-V Blackwing z Precision Package jest wyceniony na 135 tys. dolarów. Największym problemem jest to, ile aut powstanie – będzie ich 26. Nie 2600, nie 260, tylko dwadzieścia-sześć sztuk, do kupienia wyłącznie w USA i Kanadzie.

Jak jednak doskonale wiemy, w Polsce znajduje się co najmniej jeden egzemplarz każdego wyprodukowanego kiedykolwiek auta. To taki pół-mem, pół-prawda. Spodziewam się więc, że za niedługo przypłynie do nas i taki Blackwing.

Szanuję taką formę promocji, nawet jeśli jest tylko dla wybranych

Cadillac CT5-V Blackwing F1 Collector Series

Wypuszczenie limitowanej edycji swojego najfajniejszego modelu, i to zaraz przed startem w F1? No rozegrali to znakomicie – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie zdobyli w pierwszym GP punktów, więc późniejsza premiera nowego CT5-V mogłaby wyglądać marketingowo nieco gorzej. To ja im teraz życzę dobrej passy, żeby mogli to potem uczcić kolejnym modelem z doładowaną V-ósemką.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to