Czterdziesty trzeci odcinek Ekspresówki zawita do Chin, a one zawitają do Europy, gdzie biurokraci dostali pstryczka w nos na otrzeźwienie. Dwóch drogowych bandytów dostało za to wyroki w ramach obowiązującego prawa, które na szczęście między jedną a drugą sprawą zostało znowelizowane. Lepiej późno niż wcale. Zapraszamy!
Europejczycy importują chińskie używane bateriowozy
Wiadomość tego typu jeszcze dekadę temu brzmiałaby jak nędznej próby żart, jakiś rodzaj political fiction czy innej fantasmagorii z alternatywnej rzeczywistości. To jednak prawda, a wyjaśnienie tkwi w wysokości ceł, które Unia Europejska nałożyła na importowane z Chin samochody elektryczne, sięgających 45,3 proc. wartości pojazdu. Chińczycy zaoferowali w to miejsce modele hybrydowe, na co Unia odpowiedziała limitem importu owych do 350 tysięcy egzemplarzy rocznie. Dopóki jest popyt, będzie i podaż, więc najnowszym trendem stał się import używanych bateriowozów, których cła nie obejmują, a których w okresie od stycznia do września 2026 r. sprowadzono 7900 sztuk. Obiektywnie niewiele, ale każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Teraz najwyraźniej kolej Unii na obmyślenie jakiegoś mechanizmu czy przepisu, ograniczającego lub blokującego sprowadzanie samochodów używanych z Chin. I tak to się kręci, „Chińczyk płakał nad niedogotowanym nietoperzem jak sprzedawał, a teraz dzwoni chociaż falownika posłuchać” i tak dalej.
Wypożyczalnia Avis wystawiła klientowi rachunek na 4000 dolarów za przejechanie 18000 mil w tydzień
To jakieś 29000 km, których pokonanie w tymże czasie wymagałoby utrzymywania średniej – średniej! – prędkości 172 km/h. Nawet w warunkach zamkniętego toru wyścigowego oraz specjalnie przygotowanego pojazdu i kierowców byłby to wynik godny odnotowania w Księdze Rekordów Guinnessa. Tymczasem Avis w swoim Excelu odnotował go bez mrugnięcia okiem i wystawił klientowi z Toronto rachunek na 4000 dolarów. Klient, pan Yuehao Huang, wypożyczył samochód w Montrealu na siedmiodniowy rodzinny wyjazd i według jego oświadczenia przejechał w tym czasie jakieś 870 mil, czyli około 1400 km. Tu już niczego nie trzeba obliczać, taki dystans jest jak najbardziej do wyobrażenia i pokonania nawet dla przeciętnego kierowcy i bynajmniej nie musi się trudnić pracą jako przedstawiciel handlowy. Avis z korporacyjnym uporem trwał przy swoim, również operator karty kredytowej American Express nie zamierzał zajmować się sprawą i dopiero interwencja mediów sprawiła, że klient otrzymał przeprosiny i zwrot niesłusznie naliczonych kosztów. A niesmak pozostał.
Porsche ogłasza akcję serwisową dla szeregu modeli z powodu wady systemu Centerlock
Problem dotyczy wadliwych elementów systemu Centerlock, czyli centralnej śruby mocującej koło do piasty. W skrajnie niekorzystnych warunkach może dojść do odpadnięcia koła, a to chyba ostatnia rzecz, której ktokolwiek by sobie życzył, nieistotne czy w czasie ostrego upalania na torze – do czego pewne modele są wręcz doskonale zaprojektowane i skonstruowane – czy też bulwarowej pojeżdżawki w słoneczny weekend. Akcja serwisowa obejmuje 548 pojazdów w całych Stanach Zjednoczonych, oprócz 1851 pojazdów, które Porsche już wcześniej wezwało w październiku 2024 roku z powodu tego samego problemu. Porsche twierdzi, że elementy systemu mocowania środkowego koła, znane pod handlową nazwą Centerlock, mogły zostać wyprodukowane niezgodnie ze specyfikacją i mogą pęknąć. Dochodzenie wykazało, że wadliwych mogło być więcej elementów, niż wskazywała pierwotna akcja serwisowa z 2024 roku, co skłoniło producenta do ogłoszenia kolejnej akcji.
Właściciele zostaną powiadomieni o akcji serwisowej w ciągu najbliższych kilku tygodni e-mailem, telefonicznie oraz za pośrednictwem aplikacji MyPorsche , a także otrzymają listy. Dealerzy sprawdzą system mocowania kół i wymienią wszelkie części niezgodne ze specyfikacją marki. Jeśli właściciel zauważy znaczne drgania podczas jazdy, zaleca się natychmiastowe zaparkowanie pojazdu do czasu usunięcia usterki. Póki co akcja dotyczy wyłącznie aut w USA, ale na baczności powinni się mieć także klienci w innych częściach świata. A już w szczególności wtedy, gdy ściągnęli sobie akurat do Polski fajne Porsche ze Stanów, rocznik 2024.
Zakaz rejestracji spalinowozów w UE od 2035 roku będzie odwołany, można się rozejść
Pomysł na stuprocentową redukcję emisji CO2 dla nowo rejestrowanych w UE samochodów po 2035 r. może zostać niebawem oficjalnie wysłany w biurokratyczny niebyt, do krainy śmieszno-strasznych opowiastek o oderwanych od rzeczywistości decydentach. Oczywiście plany ograniczenia emisji będą obowiązywały nadal, cel po 2035 r. określono na redukcję o 87,5 proc. względem roku 2021, ale po pierwsze dotyczy to całej floty danego producenta, a po drugie można uskładać tu nieco punktów za stosowanie „zielonej” stali (nie chodzi tu o taką pokrytą grynszpanem, zresztą to dotyczy miedzi i jej stopów, ale o pochodzenie surowca). To wszystko oznacza, że w salonach samochodowych po 2035 r. nadal będą oferowane zarówno bateriowozy, hybrydy, jak i tradycyjne spalinówki, a nie tylko i wyłącznie te pierwsze. Podziałała tu presja z kilku stron – rządów i producentów europejskich, obawiających się o setki tysięcy miejsc pracy na Starym Kontynencie, jak również śmiałymi poczynaniami Chin, coraz solidniej upasionymi na podboju europejskiego rynku. Można? Trzeba.
Nowy wspaniały Papamobile bazuje na Fiacie Titano
Wybierającemu się z pielgrzymką do Ameryki Południowej papieżowi Leonowi XIV przygotowano nowy Papamobile, bazujący na produkowanym w Argentynie pickupie Fiat Titano. Przeróbki nadwozia obejmują głównie tylną część, z wygodnym fotelem dla papieża, mniej prominentnymi miejscami dla jego najbliższych współpracowników, a także górną przezroczystą osłoną na wypadek złej pogody. Bocznych osłon nie przewidziano, najwyraźniej pokładając ufność w Opatrzności oraz sile papieskiego autorytetu i charyzmy. Co ciekawe, wersja Titano z pojedynczą kabiną nie jest dostępna w oficjalnej sprzedaży, bowiem na wszystkich rynkach oferowana jest wyłącznie kabina podwójna. Całość napędza całkowicie seryjny turbodiesel o pojemności 2,2 litra i mocy 200 KM. Numer rejestracyjny to SCV1, tradycyjnie dla każdego Papamobile.
Sebastian Majtczak skazany na 8 lat więzienia
Kim jest i czego dopuścił się Sebastian Majtczak, wiedzą właściwie wszyscy, którzy kiedykolwiek usłyszeli to niechlubne miano. Za spowodowanie wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, został właśnie skazany na 8 lat więzienia, 2,2 miliona złotych odszkodowania dla rodzin ofiar, a także 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. To ostatnie w naszym systemie prawnym nie znaczy w zasadzie nic, bo nie idą za tym żadne konsekwencje, a ponieważ do wypadku doszło przed zaostrzeniem prawa w tym względzie, 8 lat to maksymalny wymiar kary, o jaki mógł wnioskować prokurator. Elementarne poczucie sprawiedliwości nie widnieje w żadnym kodeksie pod jakimkolwiek paragrafem, więc i żądania dożywocia, całopalenia czy czego tam jeszcze obaliłby nawet student drugiego roku prawa i nawet niespecjalnie się przy tym napracował.
Z dobrych wiadomości – inny beztroski błazen-psychopata, lekce sobie ważący innych użytkowników dróg, niejaki Łukasz Żak, który prowadząc po pijanemu zabił człowieka, został już po zmianie prawa skazany na 20 lat więzienia, a ogromne zaskoczenie w czasie ogłaszania wyroku było wyraźnie widoczne na jego matołowatej gębie degenerata, który nigdy jeszcze nie oberwał na poważnie konsekwencją swoich czynów aż do teraz. Ze złych – sprawy przeciw policjantom, którzy wezwani na miejsce zdarzenia starali się jak mogli nie powiązać rozbitego samochodu Majtczaka z płonącą kilkaset metrów dalej Kią ofiar wypadku, a potem umożliwili mu swobodne opuszczenie kraju, zostały umorzone dawno temu.
I tym gorzko-słodkim akcentem kończymy ten odcinek. Nawet jeśli macie Porsche w specyfikacji torowej, z Centerlockiem i całą resztą, nie próbujcie udowodnić wypożyczalni Avis, że jednak da się przejechać kilkadziesiąt tysięcy kilometrów w tydzień.


