Cześć, zapraszamy na kolejne Garażowe rozmowy. Dziś chcielibyśmy wiedzieć, kto z Was samodzielnie dłubie przy swoim aucie.
Nie da się ukryć, że im samochód nowszy, tym trudniej zrobić coś przy nim samodzielnie. Kiedyś nie było niczym dziwnym, że pod blokami kilka osób jednocześnie dłubało przy swoich Polonezach, Maluchach, Fiatach 125p czy Skodach 105L. Teraz, gdy parkingi wypełnione są Fabiami, Yarisami, Passatami czy Focusami, to zjawisko w zasadzie całkowicie zniknęło – jeśli już ktoś faktycznie robi coś przy własnym aucie, to zwykle np. w garażu czy na jakiejś działce, jeśli takową dysponuje.

fot. senivpetro, Freepik.com
I nie ma w tym nic dziwnego – serwisowanie nowoczesnych aut jest trudniejsze
Sterty różnych plastikowych osłon, ciasnota, a czasem nawet konieczność posiadania komputera diagnostycznego, by… wymienić klocki hamulcowe (tak jest przykładowo w niektórych Mercedesach). Zwykła wymiana żarówki może być w zasadzie niemożliwa w „warunkach polowych” – zakładając, że auto jeszcze ma żarówki, bo np. reflektorów LED-owych to już za żadne skarby sami nie naprawimy.
Sam kilka razy odrobinę grzebałem przy swoich autach, ale już przestałem to robić
W Peugeocie 205 wymieniłem pasek klinowy. W Fordzie Mondeo Mk3 wymieniałem sobie żarówki i wraz z red. Strzebakiem zdarzyło mi się tam wymienić świece i przewody zapłonowe, ze 2 lub 3 razy zmieniałem też sam koła z letnich na zimowe czy odwrotnie. W Mondeo Mk4 i w Galaxy wymieniałem tylko żarówki. W ramach ciekawostki: we wnętrzu Galaxy żaróweczek jest 14 (czternaście).
I powiem Wam, że już najzwyczajniej w świecie mi się nie chce. W 205 było mnóstwo miejsca, więc wszystko szło sprawnie. Reflektory Mondeo Mk3 umożliwiały wymianę żarówek w kilka chwil. Ale Galaxy, a szczególnie Mondeo Mk4 to pod względem głupiej wymiany żarówek świateł mijania czy drogowych dość niewdzięczne modele – a przecież niektórzy mają gorzej, bo w tak prozaicznym celu MUSZĄ udać się do serwisu.
Kół też nie chce mi się już samemu zmieniać – nie dysponuję garażem, nie chce mi się brudzić i nosić tego do piwnicy. Nie chce mi się użerać z zapieczonymi piastami (raz miałem tak zapieczoną, że w wulkanizacji mieli problem, żeby to koło zdjąć). Poza tym nie miałem i nadal nie mam sensownego podnośnika (np. typu „żaba”) ani klucza dynamometrycznego (pneumatycznego tym bardziej nie), więc w moim przypadku wymiana kół polegała na czterokrotnym podnoszeniu i opuszczaniu auta podnośnikiem z oryginalnego zestawu narzędzi i machaniu zwykłym kluczem. Jedyne przypadki, gdy później jeszcze się samodzielnie użerałem z wymianą koła wiązały się po prostu ze złapaniem gumy, ale w przypadku mojego obecnego Galaxy i tak nie ma to znaczenia, bo koła zapasowego tu po prostu nie ma ze względu na obecność trzeciego rzędu siedzeń.
Gdybym miał więcej czasu, pewnie niektóre kwestie chciałbym robić samodzielnie
Wymiana filtra powietrza, wymiana oleju, tego typu kwestie – no, tym może bym się chciał zajmować. Ale o ile taki filtr problemem nie jest, tak wymiana oleju już owszem – w mojej okolicy w zasadzie nie ma już najazdów serwisowych (kojarzę jeden, ale nie wiem czy jest ogólnodostępny), nie słyszałem też, żeby któryś z okolicznych serwisów wynajmował stanowisko na godziny. A tak naprawdę takie stanowisko byłoby koniecznością, bo uważam, że nie ma co sobie dokładać roboty i z przepracowanym olejem jeszcze jeździć do PSZOK-u. No i bardzo doceniam, że serwis sam zajmuje się (no, powinien się zajmować) utylizacją zużytych części i nie muszę się tym zajmować ja.
Tym niemniej, kiedyś chciałbym sobie kupić samochód z lat 90. lub starszy, w którym spokojnie będzie można pogrzebać – może jeszcze wszystkich nie zezłomują i nie zakażą, gdy pojawi się u mnie taka możliwość. Póki co pozostaje mi granie w Car Mechanic Simulator (swoją drogą bardzo polecam).
A jak jest z Wami? Serwisujecie swoje auta sami, w serwisie czy łączycie obie opcje?
Grafika główna: storyset, Freepik.com

