Cześć, zapraszamy na Garażowe rozmowy! Pogoda coraz lepsza, więc można nawet posiedzieć przy uchylonych drzwiach do garażu. W tym tygodniu pytamy o to, dlaczego nie kupiliście auta, które chcieliście nabyć.
Niezależnie od tego czy mówimy o samochodach nowych czy używanych, zdarza się, że jesteśmy nakręceni na zakup, ale po oględzinach danego modelu lub danego egzemplarza okazuje się, że coś nam w nim bardzo nie odpowiada. Może to być na przykład pozycja za kierownicą, jakość materiałów wykończeniowych, ale też – jeśli odbędziemy jazdę próbną – marne osiągi, hałas czy mierny komfort. To tylko niewielka część z tego, co może mocno nie pasować.
Ja nigdy nie zapomnę pewnego Opla
Na pierwszy rzut oka brzmi to straszliwie, bo jakże to tak, mieć w pamięci Opla? Rzecz w tym, że chodziło o samochód rzadki i nietypowy – konkretnie o Corsę B Cabrio. Samochód ten występował także na rynku brytyjskim (jako Vauxhall Corsa) oraz australijskim (jako widoczny na zdjęciu głównym Holden Barina), ale wszystkie te wersje łączy jedno: nie pamięta o nich – ba, nie zna ich! – prawie nikt, w czym nie pomaga fakt bardzo niewielkiej dostępności zdjęć i informacji.

fot. Robert P., shpock.com
Rzecz w tym, że swego czasu wraz z red. Strzebakiem mieliśmy pomysł na założenie wypożyczalni samochodów z tanimi, ale nietypowymi autami. Oczywiście nigdy do tego nie doszło, ale taką właśnie Corsę wyhaczyliśmy niegdyś w ogłoszeniach gdzieś na południu kraju i pojechaliśmy ją oglądać. Miała taką samą kolorystykę i naklejki jak auto ze zdjęcia powyżej, ale była w znacznie lepszej kondycji wizualnej… a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.
Pod maską Opla siedział 60-konny silnik 1.4. Co prawda pod kątem wypożyczalni zapewne udręką byłby składany dach, na którego złożenie potrzeba było ładnych kilku minut, ale wtedy się tym nie przejmowaliśmy.
Sęk w tym, że wnętrze auta było spleśniałe
Nie, czekajcie, to trzeba napisać caps lockiem. SPLEŚNIAŁE, ale tak absolutnie i totalnie. Było do tego stopnia koszmarne, że nie pokusiłem się o zajęcie miejsca na fotelu nawet pomimo faktu, że był tam położony jakiś ręcznik. Sprzedawca oczywiście twierdził, że to wystarczy wyczyścić i wyprać, ale moim zdaniem ilość pleśni na tapicerce foteli była taka, że każdy środek czyszczący trzasnąłby drzwiami tej biednej Corsy i uciekłby w podskokach ze strachu przed grzybem.
Hitem był też fakt, że ten jegomość nie zgodził się także na jazdę próbną, jeśli nie będzie mieć pieniędzy w ręku. To znaczy zgodził – pod warunkiem, że on będzie prowadzić. Rozumiecie – Corsa 1.4 60 KM, z grzybem, za bodajże 4,5 tys. zł, a gość nie chce oddać kierownicy. Sławek się przemógł i pojechał na fotelu pasażera, ja zostałem na parkingu nie wiedząc czy się śmiać czy płakać.
Według relacji Sławka, Corsa nawet nie jeździła źle – ale po rozmowie ustaliliśmy, że nie weźmiemy tego, bo nawet gdyby uznać, że wyrzucamy to wnętrze do kosza i szukamy czegoś bez grzyba, to pewnie byśmy części elementów nie znaleźli – a gdybyśmy znaleźli to w nie wiadomo jakiej cenie. Oczywiście fotele przednie były wspólne z 3-drzwiowym hatchbackiem, ale nie mieliśmy pewności co z resztą.
Sprzedawca nie zareagował zbyt dobrze na fakt, że odpuszczamy tak genialną okazję i odjechał z popiskiwaniem opon – i tak zaskakująco głośnym jak na ten silnik. To był jedyny raz w moim życiu, kiedy na żywo widziałem Opla Corsę B Cabrio. Nadal jest mi żal tego auta, że ktoś tak zapuścił coś tak ciekawego – ale kto wie, co jeszcze by wyszło po zakupie. Pewnie coś dużego, śmierdzącego i z trzema kompletami zębów – dziękuję, postoję.
Teraz Wasza kolej. Co Was zniechęciło do zakupu jakiegoś auta?
Zdjęcie główne: Jeremy from Sydney, Australia, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons
