Malcolm Bricklin to ekscentryczna postać amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego. Zasłynął on – Bricklin, nie przemysł – ze sprowadzania z Jugosławii znanych także z polskich dróg samochodów Yugo Koral. USA wchłonęły aż 141 tys. egzemplarzy. W opozycji do powyższej liczby stoi fakt, że Yugo zostało przy okazji okrzyknięte najgorszym samochodem w historii Stanów Zjednoczonych. Taki właśnie jest niemal każdy projekt, za którym kryje się postać tytułowej postaci. Kontrowersyjny.

Lekcja historii

Malcolm podczas swojej kariery borykał się z problemami, które sam sobie poniekąd tworzył. W początkach działalności w branży samochodowej wymyślił bowiem, że zacznie importować do USA model Subaru 360, a więc mały samochód miejski. Był rok 1968, kryzys paliwowy dopiero miał nadejść za kilka lat, a na rynku mocno trzymały się silniki V8. Subaru 360, kei car, nie został ciepło przyjęty przez rynek, głównie ze względu na niski poziom bezpieczeństwa i opiniotwórcze czasopisma, które storpedowały sprzedaż modelu.

Lekcją życia dla Malcolma i jego wspólnika Harveya Lamma było to, że Subaru prawie zerwało z nimi umowę i wycofało się z rynku nie chcąc wprowadzać nowego, tym razem rokującego dla Ameryki Północnej modelu. Ten epizod jednak skończył się dość dobrze, gdyż Malcolmowi udało się sfinalizować sprzedaż naprędce założonej spółki Subaru of America, Inc., a w ostatecznym rozrachunku marka z kraju kwitnącej wiśni nie uciekła z USA zrażona pomysłami Malcolma. Z kolei bricklinowe modele 360 dziś są cenionymi klasykami w USA.

Wizjoner mógł skupić się na kolejnym projekcie. Rozpoczął starania o wprowadzenie własnego samochodu o nazwie SV-1 – modelu, który miał spełnić oczekiwany poziom bezpieczeństwa nowych samochodów. Stąd też nazwa, oznaczająca Safety Vehicle One. Pojazd ujrzał światło dzienne w 1974 r. Model produkowano zaledwie do 1976 r., a numery seryjne zatrzymały się na liczbie 2854 szt.

Bricklin SV-1 to prawdziwie unikalny samochód

Bricklin SV-1

To samochód o nadwoziu coupe, które w latach 70. XX w. było nader popularne za wielką wodą. Ma klinowaty kształt przypominający DeLoreana DMC-12 czy też popularnego w USA Datsuna 260Z. Malcolm wplótł do nadwozia smaczek w postaci otwieranych świateł. Chyba Bricklin upodobał sobie to rozwiązanie, bowiem jedną z jego kolejnych inwestycji było sprowadzanie Fiatów X1/9 do USA.

W SV-1 zastosowano zabudowaną klatkę bezpieczeństwa w strukturę nadwozia, użyto zderzaków 5 mph (chroniących samochód przy uderzeniach poniżej 8 km/h), a wzmocnione drzwi unosiły się do góry jak w Mercedesie 300 SL Gullwing. Warto wspomnieć, że kolory nadwozia również były podyktowane względami bezpieczeństwa.

Bricklin SV-1

Wczesnoprodukcyjne modele wyposażano w silniki produkcji AMC, jednak później ze względu na ograniczone dostawy Malcolm  Bricklin przeszedł na słabsze silniki Forda łączone z automatyczną skrzynią biegów (w przypadku jednostek AMC dostępna była też skrzynia manualna).

No dobrze, a co po tym przydługim wstępie historycznym?

Otóż pan Bricklin nadal działa i od 2020 r. pracuje nad wprowadzeniem do sprzedaży nowego modelu elektrycznego. Miałby on opierać się na podzespołach dostarczanych przez Teslę – w zapowiedziach sprzed kilku lat była mowa o napędzie i akumulatorze trakcyjnym.

Prototyp 3EV z 2020 r.

Bricklin 3EV, bo o nim mowa, to 3-kołowy model z drzwiami unoszonymi drzwiami do góry. Nie są to jednak „skrzydła mewy” jak w SV-1, a rozwiązanie bliższe topowym modelom Lamborghini. Podobnie jak w SV-1 mamy tu do czynienia z dwuosobową kabiną.

Stylistyka nowego modelu totalnie zrywa z korzeniami. Nie ma już, bo niestety nie może być, otwieranych świateł, ani nawet takich udających je w jakiś sprytny LED-owy sposób. Drzwi też „nie takie”. Klinowata sylwetka ustąpiła kresce rysującej łagodny, opływowy kształt kropli wody. Mnie przypomina coś pomiędzy względnie popularną Hondą Insight pierwszej generacji, a piekielnie drogim i niszowym Volkswagenem XL1.

Zapraszamy na stronę producenta, ale niewiele tam zobaczycie

Pod adresem vvcars.com można przyjrzeć się bliżej, co tym razem do zaoferowania ma pan Malcolm, założyciel Visionary Vehicles. Bricklin 3EV oparty jest na ramie przestrzennej. Baterie umieszczono standardowo w przestrzeni w środku ramy umieszczając je jak najniżej. Tylne koło wydaje się nad wyraz szerokie. Wnętrze ma ładny projekt, choć przyglądając się bliżej widać prostotę wykończenia. Coś za coś. Samochód, który wygląda ciekawie, przyciąga wzrok, w zapewne małoseryjnej produkcji musi mieć pewne ustępstwa.

Bricklin 3EV

Bricklin 3EV

Bricklin 3EV: czy cena uczyni cuda?

Nowy samochód ma kosztować 28 980 dol. w wersji podstawowej oraz o 10 000 dol. więcej za mocniejszy wariant z pojemniejszym akumulatorem, oznaczony 3EVX. Dla porównania, bardziej praktyczna Tesla Model 3 startuje od ok. 34 000 dol. – pytanie brzmi, ilu potencjalnych nabywców będzie wolało dziwnego trójkołowca od uznanego na rynku i popularnego elektryka.

Czas pokaże, czy Bricklinowi i tym razem uda się wprowadzić na rynek pojazd pod własną marką. Więcej szans może już nie mieć.

Jeśli zatem nie potrzebujesz więcej niż dwóch miejsc, jesteś szalony i czujesz, że chcesz mieć udział w zwieńczeniu kariery nietypowego motoryzacyjnego świra, to pisz do Malcolma i zamawiaj swojego Bricklina.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to