Cześć, witamy w Garażowych rozmowach! Sezon na grilla zaczął się już chyba na dobre, więc oprócz krzesełek zabierzcie przy okazji ze sobą jakieś napoje oraz smakowitości do upieczenia i rozgośćcie się w naszym garażu. Dziś porozmawiamy o tym, co nam się podoba w autach, które nam się nie podobają. Grillujemy Startujemy!
Nie ma się co oszukiwać: każdy, dosłownie każdy z nas ma nie tylko ulubione samochody, ale i takie, za którymi nie przepada – czasem jest to bardzo delikatne stwierdzenie. Bywa i tak, że nie lubi się całej marki, a nawet i całego koncernu – taki jeden na literkę „s” nawet całkiem aktywnie sobie na to pracuje.
Ja lubię całe mnóstwo aut, ale oczywiście skłamałbym mówiąc, że wszystko mi przypada do gustu
Powody niechęci mogą być różne. Przykładowo wspominany przeze mnie kiedyś Abarth Punto Evo zeźlił mnie niemalże dieslowską charakterystyką silnika. Ford Puma jest w moim odczuciu ogólnie mniej dopracowanym i znacznie mniej przyjemnym w jeździe, choć z zewnątrz ładniejszym autem od wyszydzanego EcoSporta. Wczesne roczniki Lexusa ES obecnej generacji nijak nie dawały po sobie poznać, że mają (fakt, że niebezpośrednio) zastąpić w gamie model GS – po prostu we wnętrzu wersji innych niż topowe absolutnie nie było czuć jakiegokolwiek premiumu.
Wczesna Mazda 6 generacji, która właśnie odchodzi w niebyt? Tutaj pewnie narażę się największej grupie osób, ale uważam, że to auto było wręcz potwornie nudne i nieangażujące w prowadzeniu – gdy z niego wysiadłem, nie byłem w stanie powiedzieć prawie nic na temat przejażdżki – zdecydowanie poprawiono to przy okazji liftingów. Lancia Ypsilon poprzedniej generacji? Ponownie kwestia wnętrza: byłem wręcz oburzony, jak złe wrażenie robiła deska rozdzielcza tego premium auta miejskiego pod względem jakości tworzyw.
Przechodząc do meritum: nigdy nie przepadałem np. za Volkswagenami
Nie żebym uważał je za samochody złe – po prostu większość modeli do mnie nie przemawia, kiedyś miałem też z nimi na pieńku przez przygody w rodzaju uszkodzonego zwijacza pasa bezpieczeństwa (pas naciskał na brzuch, trzeba było go rozpinać i zapinać, po czym przytrzymywać dłonią, by sytuacja się nie powtórzyła) czy niedziałającej klamki drzwi – trzeba je było otwierać od zewnątrz. Wiadomo, to usterki, które mogą się zdarzyć wszędzie – ale te lata temu byłem jeszcze dzieckiem i jakoś mi się to zakodowało. A potem jeszcze w prasie czytałem, że ceny wysokie, wyposażenie takie sobie itd.
Volkswageny często ujmowały mnie jednak pod kilkoma względami. Oprócz fajnych przebłysków wersjowo-modelowych, jak Corrado, Passat W8 czy jednocześnie dziwny i dziki New Beetle RSi oraz prototypowe super-samochody W12, marka bardzo często miała w ofercie ponadprzeciętnie ładne wzory felg aluminiowych. Do dziś oglądam się za Golfami IV czy Borami, które mają fabryczne felgi BBS. No przecież one są fantastyczne i naprawdę dobrze pasują wizualnie do tych aut. Poza tym wiele VW nawet w bazowych wersjach miało niegdyś (obecnie to już chyba niekoniecznie) przyjemne dla oka wzory tapicerek. I do dziś zdarzają im się przebłyski stylistyczne – co prawda Passat B8 już spadł z rowerka, ale uważam, że to bardzo ładnie zaprojektowany samochód, szczególnie sedan. Super jest też ID.BUZZ, szkoda że elektryczny.
Inny przykład to Mitsubishi Colt ostatniej generacji. Zawsze podchodziłem do tego auta z rezerwą, a lifting wprowadzający przód typu myśliwiec jeszcze bardziej mnie zniechęcił – ten styl bardzo podobał mi się w Lancerze, ale w Colcie czy Outlanderze już niekoniecznie. Potem jednak takim Coltem 1.3 się przejechałem i… byłem zachwycony, jak zwinnie i sprawnie to jeździ. Bardzo niewiele jest aut miejskich w wersjach bez sportowego charakteru, które dają tyle satysfakcji z dynamicznej jazdy co ten Colt. Silnik, skrzynia biegów, zestrojenie zawieszenia i układu kierowniczego – tu wszystko było na naprawdę godnym uwagi poziomie. A w gamie była jeszcze wersja 1.5… no i turbodoładowane 1.5 też (ciekawe jak z szukaniem części).
Podobnie sytuacja miała się z Oplem Adamem. Nazwa do której do dziś nie mogę się przyzwyczaić, dyskusyjny wygląd nadwozia – niczego dobrego się po tym aucie nie spodziewałem. Ale takim samochodem (konkretnie: wersją Slam 1.4 100 KM) jeździło mi się tak dobrze i miał tak doskonale wykonane wnętrze jak na ten segment, że… z chęcią postawiłbym go pod domem. Nawet skrzynia biegów pracowała bardzo przyjemnie, czego nie mogę powiedzieć o Corsie D 1.2, którą testowałem niewiele później. Po prostu tu zgadzało się wszystko poza nazwą i wyglądem.




