Witajcie w Garażowych rozmowach! W tym tygodniu ponownie poruszymy kwestię Waszego stylu jazdy, ale tym razem w odniesieniu do osiągów samochodu, którego używacie.

Niespełna 3 miesiące temu zadaliśmy Wam proste pytanie: „jak jeździsz?”. Odpowiedzi były różne, ale często powtarzano, że jeździcie tak by nie odstawać od ruchu i że jest to jazda płynna. Czyli wszystko super.

Ale ruch uliczny ruchem ulicznym – jest też przecież kwestia wykorzystywania możliwości silnika samochodu

Gdy jedni kupują mocny samochód, to korzystają z całego obrotomierza, bo zapłacili za cały obrotomierz. Inni czerpią przyjemność z jazdy spokojnej i nie za szybkiej – lub nie ufają na tyle swoim umiejętnościom, by przyspieszyć, co może być zależne zarówno od kierowcy jak i od samochodu (choć częściej jednak od kierowcy).

Czasem bywa i tak, że najbardziej szalonym kierowcą na dwupasmówce w centrum miasta jest kierowca jakiegoś Seicento czy Pandy, a Porsche 911 kupuje ktoś, kto po prostu lubi mieć świadomość, że zawsze gdy będzie tego potrzebować, to pod nogą będzie mieć kilkaset koni – ale na co dzień korzysta w porywach z 80 czy 100.

W przypadku większości kierowców o jako-takim doświadczeniu za kółkiem, wykorzystywanie możliwości auta zależy po prostu od samego samochodu. Pamiętam moją przejażdżkę dosyć zużytym Oplem Corsą B z 45-konnym silnikiem 1.2 – dynamika była w jego przypadku pojęciem umownym, bowiem w centrum Krakowa trzeba było z każdych świateł startować niemalże z pedałem gazu w podłodze, by jechać na równo z autobusami miejskimi. To było wspaniałe doświadczenie, ale chyba nie zależy mi na powtórce.

Jednak w zdecydowanej większości przypadków w mieście nie korzystam z pełnych osiągów samochodu

Po prostu nie ma takiej potrzeby. Czy mowa o Seicento, czy Yarisie I 1.0, czy Hyundaiu i20 1.2, czy o kilku moich Fordach które miałem bądź mam (Mondeo Mk3 1.8, Mondeo Mk4 2.0, Galaxy Mk3 1.6 EB) – w warunkach miejskich, nawet przy większym ruchu można poruszać się całkowicie bezstresowo. W trasie w zasadzie również, chyba że trzeba coś wyprzedzić – wtedy pierwsze trzy auta mogą wymagać odrobiny większej ostrożności, planowania i cierpliwości, ale to tyle.

garażowe rozmowy

Obecnie na co dzień jeżdżę wspomnianym Galaxy i w zasadzie jedyne sytuacje, gdzie w ponad połowie przypadków (a może i ponad 2/3) faktycznie redukuję bieg i używam całej skali obrotomierza, to właśnie wyprzedzanie czy np. wjazd na autostradę. I nawet nie chodzi o to, że zawsze jest to niezbędne – po prostu „korzystam z okazji”, chyba że ruch jest minimalny i nie muszę w ogóle spieszyć się przed niczym nadjeżdżającym z naprzeciwka, ani z wciskaniem się między ciągniki siodłowe przy wjeździe na Autobahnę. Z chęcią wciskam też pedał gazu do oporu na niektórych krętych, górskich odcinkach – raz, że to uwielbiam, a dwa, że przy osiągach ww. aut często i tak trudno o przekroczenie dozwolonej na danym odcinku prędkości.

A Wy jak często wykorzystujecie w pełni osiągi Waszych aut? A może nie robicie tego w ogóle?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to