Choć trudno w to uwierzyć, od debiutu BMW M2 minęło już 10 lat. Aktualna, druga generacja o oznaczeniu G87 jest z na rynku od 2022 roku. Specyficzny wygląd względem poprzednika o kodzie F87 oraz wysoka masa własna nie przeszkadzają mu w byciu najpopularniejszym modelem BMW z linii M Power. Ta popularność zapewne jeszcze nieco się zwiększy dzięki właśnie zaprezentowanej nowości – to nowe BMW M2 CS.
Trudno się dziwić, że BMW M2 to popularny model. Już w podstawie dostajemy bowiem 480-konne, tylnonapędowe coupe z rzędową szóstką, które jest bardzo szybkie i świetnie się prowadzi. Jednak jeśli komuś nie wystarcza bazowy model, to Bawarczycy postanowili wprowadzić wariant, który ma szansę zadowolić tych bardziej wymagających klientów.
Oto ono: warte 520 tys. zł nowe BMW M2 CS
Zaprezentowane zostało na Concorso d’Eleganza Villa d’Este 2025. To samochód wyczekiwany z kilku powodów.
Pierwszym z tych powodów jest BMW M2 CS (F87)
Poprzednia generacja również miała wersję CS. Pojawiła się w roku 2020, który może niektórym kojarzyć się niezbyt dobrze z uwagi na panującą wówczas na świecie sytuację epidemiczną. W każdym razie, tak jak w przypadku większych modeli jak M3 czy M4, miał to być model ostrzejszy niż dostępne od 2018 roku M2 Competition (które było tak swoją drogą wersją podstawową w chwili pojawienia się na rynku; BMW kilka lat temu zaczęło dążyć do rezygnacji z bazowych odmian M w ramach poszczególnych serii modelowych).
Był napędzany przez trzylitrowe R6 z podwójnym doładowaniem, osiągające maksymalnie 450 KM i 550 Nm. Wszystkie te cyferki trafiały na tylną oś poprzez siedmiobiegową skrzynię dwusprzęgłową M-DCT lub sześciobiegowy manual. Osiągi były zacne: M2 CS z M-DCT osiągało 100 km/h po 4 s od startu, natomiast w wersji ze skrzynią manualną – w 4,2 s. Wybór rodzaju skrzyni nie wpływał na prędkość maksymalną – w obu przypadkach była ograniczona do 280 km/h.
Masa własna w zależności od wybranej skrzyni biegów wynosiła 1550 (manual) lub 1588 kg (M-DCT).
Ten model bardzo polubili dziennikarze motoryzacyjni, zostało nazwane m.in. przez MotorTrend jednym z najlepszych sportowych BMW w historii. Warto też wspomnieć, że brytyjski magazyn Evo docenił to auto nagradzając je tytułem Sportowego auta roku 2020.
Chyba nie muszę mówić, że mogło to mieć niemały wpływ na oczekiwania wobec nowego modelu.
Stylistyka nie zmieniła się znacząco
Jestem ogromnym fanem wyglądu M2 F87. To jedno z tych BMW, których stylistyka będzie dobrze znosić próbę czasu. W przypadku obecnej G87 jest mi dużo trudniej o jednoznaczną ocenę. Bez problemu wskażę w obecnej gamie niemieckiej marki kilka znacznie brzydszych modeli, jednak jestem w stanie powiedzieć, że obecny model jest co najwyżej ok. Jak wypada wersja CS?
Zauważenie zmian z przodu wymaga dokładnego przypatrzenia się. Mamy tu inaczej zaprojektowane wloty powietrza (nerki oraz boczne wloty w zderzaku), doszedł też splitter wykonany z włókna węglowego.
Z tyłu zmian jest mniej, ale jedna z nich od dla odmiany od razu rzuca się w oczy – to charakterystyczny spoiler, tzw. kaczy kuper. No i czerwono-czarny znaczek M2 CS, oczywiście. Ten pierwszy element w połączeniu z lakierem Brooklyn Grey przywodzi mi troszkę na myśl M3 E46 CSL. Klienci będą mogli wybrać również kolor Velvet Blue, Sapphire Black lub M Portimao Blue. Mamy również felgi wykończone matowym lakierem Gold Bronze.
Jeśli chodzi o elementy z włókna węglowego, to oprócz splittera są z niego wykonane również lusterka, dach i tylny dyfuzor, natomiast opcjonalny układ wydechowy M Performance będzie mógł się pochwalić tytanowym tłumikiem końcowym oraz końcówkami wykonanymi z tytanu i włókna węglowego.
Można zauważyć, że w porównaniu z M3 CS Touring czy M4 CS, że oszczędzono czerwonych akcentów. Przede wszystkim nie ma ich na obramowaniu wokół nerek. Nie ma tu również czarnych pasów przebiegających przez maskę. Ogólnie zmiany wizualne oceniam na plus, w takim wydaniu M2 G87 nawet mi się podoba – szczególnie w błękitnym lakierze. Inna rzecz, że F87 nadal wygrywa. Ale dobrze, przejdźmy do tego, co najistotniejsze w tych samochodach.
Po otwarciu maski będziesz dla pewności sprawdzać, z jakim samochodem masz do czynienia

Wszystko dlatego, że wrzucono tu po prostu jednostkę napędową S58B30 znaną już z modeli M3 i M4 Competition. Moc nowego BMW M2 CS wynosi 530 KM, z kolei maksymalny moment obrotowy sięga 650 Nm. W porównaniu ze zwykłym M2 obie wartości wzrosły więc o 50.
Napęd jest przenoszony na tylną oś, co jest miłym zaskoczeniem, bo ostatnie kilka eMek CS miało napęd na 4 koła. Nie uważam co prawda żeby stosowanie napędu na obie osie w większych modelach BMW M było czymś złym, ale do mniejszego M2 RWD szczególnie pasuje. Chociaż tutaj trzeba wspomnieć, że w przyszłym roku pojawi się M2 z napędem na obie osie, ale nie będzie jedynym dostępnym w gamie.
Jeśli chodzi o skrzynię biegów, to jedyną dostępną w wersji CS jest ośmiobiegowy automat M Steptronic. Przypomina to więc nieco sytuację z Porsche, gdzie 911 GT3 może mieć skrzynię manualną, ale ostrzejsze GT3 RS już tylko dwusprzęgłową PDK. Mimo wszystko uważam, miło byłoby zostawić w CS-ie manuala jako opcję, skoro w poprzedniku był dostępny. Ale to już taka drobna uwaga.
Nowe BMW M2 CS ma naprawdę świetne osiągi, choć jego masa własna do najniższych nie należy
Auto jest wyposażone standardowo w pakiet M Driver, co przekłada się m.in. na zwiększenie prędkości maksymalnej – jest ona elektronicznie ograniczona do 302 km/h, podczas gdy bazowe M2 rozpędza się maksymalnie do 250 bądź 285 km/h (z ww. pakietem). Na osiągnięcie 100 km/h ze startu zatrzymanego nowe BMW M2 CS będzie potrzebować jedynie 3,8 s – 0,2 s krócej niż w modelu podstawowym. Oczywiście w tej klasie osiągów więcej mówi jednak przyspieszenie nie do 100, a do 200 km/h, ale – jak można się było spodziewać – tutaj poprawa jest większa. Podstawowe M2 z automatem na sprint do 200 km/h potrzebuje 12,9 s, podczas gdy nowe M2 CS – 11,7 s (również ze startu zatrzymanego – przy stosowanej w USA metodzie 1-foot-rollout czas ten wynosi 11,4 s).
Auto stało się odrobinę lżejsze, przy czym warto tu podkreślić słowo „odrobinę” – masa spadła bowiem o zaledwie 25 kg, do 1775 kg. To nadal dużo, po prostu za dużo – to wynik na poziomie potężnego, seryjnie napędzanego na obie osie Porsche 911 Turbo S Cabriolet (1785 kg przed modernizacją) czy zauważalnie większego Forda Mustanga Mach 1 poprzedniej generacji.
Podwozie otrzymało pakiet usprawnień
Jedną z głównych zmian jest obniżenie zawieszenia o 8 mm oraz inne jego zestrojenie. Popracowano również nad systemami kontroli stabilności oraz trybu jazdy. Producent zapewnia, że DSC (ESP) oraz tryb M Dynamic są dostosowane do jazdy po torze. Zmiany dotknęły również układ kierowniczy, mechanizm różnicowy i układ hamulcowy. Ten ostatni będzie można opcjonalnie wyposażyć w tarcze węglowo-ceramiczne – auta doposażone w ten sposób będą miały również zaciski hamulcowe w kolorze złotym. Ogumienie – zarówno standardowe jak i to określane mianem Ultra Track – ma rozmiar 275/35 ZR19 z przodu i 285/30 ZR20 z tyłu. Każde BMW M2 CS wyjeżdżać będzie z fabryki z kutymi obręczami z lekkich stopów.
Wnętrze jest prawie takie samo jak w zwykłym M2
Oczywiście nie całkowicie – tu i ówdzie znajdziemy oznaczenia odmiany CS, jest tu też więcej włókna węglowego. Kierownicę obszyto Alcantarą.
Jest drogo, choć tak naprawdę znacznie taniej, niż można by się spodziewać
Jak przystało na BMW M w odmianie CS, trzeba będzie sporo dopłacić do i tak już drogiego w zakupie samochodu. Zwykłe M2 kosztuje 367,5 tys. zł. Wersja CS będzie kosztowała 520 tys. zł. Ponad 150 tys. dopłaty do wersji, która jest nieco mocniejsza oraz nieznacznie lżejsza wydaje się wątpliwe i każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie, czy taka dopłata jest uzasadniona – nawet jeśli na rynku coraz trudniej o inne mocne, kompaktowe coupe. Wspomniany Mustang jest znacznie większy, Toyota GR Supra wylatuje z oferty, Nissan Z ma zdecydowanie mniej sportowy charakter i nie można go u nas kupić, Audi ani Mercedes nie oferują podobnego nadwozia w tym segmencie…
Można byłoby za te pieniądze dostać chociażby Porsche 718 Cayman GTS 4.0 z kilkoma opcjami, gdyby nie fakt, że już go nie produkują, a kosztujący ponad 800 tys. zł Cayman GT4 RS nieszczególnie ratuje tu sytuację. Ciekawą alternatywą mógłby być oferowany przez Iconic Motors Lotus Emira, który w bazowej wersji napędzanej 4-cylindrowym silnikiem Mercedesa-AMG kosztuje 509,9 tys. zł – nie podejrzewam jednak chętnych na BMW o zakup Lotusa i odwrotnie.
W ramach ciekawostki wspomnę, że poprzednie M2 CS startowało cenowo od 441 tys. zł, ale ze względu na inflację dzisiaj jako nowe z salonu kosztowałoby… blisko 600 tys. zł. Jak widać, wszystko zależy od punktu widzenia.
Nowe BMW M2 CS to całkiem udana premiera
W porównaniu ze zwykłą wersją auto poprawiło się wizualnie i zyskało sporo zmian – nawet jeśli na papierze nie wyglądają one szczególnie imponująco. Można jednak liczyć na zauważalną różnicę w charakterystyce jazdy względem podstawowego BMW M2. Najwięcej pytań rodzi właśnie ta cena, bo co bowiem z tego, że na tle poprzednika jest zaskakująco atrakcyjna, skoro i tak wymaga słonej dopłaty względem bazowej M-Dwójki (tutaj nic się zresztą względem F87 nie zmieniło). Z drugiej strony… i tak większość tych aut będzie jeździć w leasingu, a to pozwoli wielu osobom przełknąć większą ratę miesięczną.
Największym wyzwaniem dla nowego modelu, będzie właśnie poprzednik, który nie dość, że zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko, to przy okazji lepiej się prezentuje.
Cóż, idę zobaczyć w skarpecie, ile mi brakuje na zakup dobrze utrzymanego M2 F87.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!













