Zapraszam na kolejną część artykułu o pracy szofera opisywanej przez pryzmat Londynu. Dotychczas przyjrzeliśmy się bliżej szoferom oraz ich samochodom, a dziś na tapet bierzemy pasażerów – kim oni są, jacy są, oraz jak się zachowują? Ta tematyka generuje najwięcej ciekawych historii, ale jednocześnie mnóstwo z nich szofer musi zachować dla siebie, jeżeli istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo zidentyfikowania poszczególnych osób.
Tak jak pisałem w pierwszej części tego cyklu, szofer pracować może na różne sposoby, zarówno prywatnie jak i komercyjnie, na etacie oraz na własną rękę. Najmniej zróżnicowaną grupę pasażerów stanowią ci zatrudniający prywatnych szoferów. To tzw. UHNWI (Ultra-High-Net-Worth Individual), czyli najbogatsza grupa ludzi na świecie. Oczywiście różnią się oni między sobą nie mniej niż pozostali ludzie, ale łączy ich jedno – duże pieniądze. W końcu zakup limuzyny i zatrudnienie szofera sporo kosztują, więc siłą rzeczy wszyscy oni mogą pochwalić się imponującym majątkiem.
Znacznie bardziej zróżnicowaną grupę pasażerów mają szoferzy jeżdżący komercyjnie
Wożą oni każdego, kto tylko może i chce za to zapłacić. To znaczy, że pasażer nie musi być zamożny, bo może korzystać z usług szofera jedynie na specjalne okazje, taki przejazd bywa częścią innego wydarzenia, lub przejażdżkę pasażerowi zafundować może ktoś inny – wachlarz możliwości jest ogromny. Oczywiście ze względu na ceny usług zdecydowaną większość pasażerów stanowią dobrze sytuowani i największa różnica pomiędzy pasażerami szoferów prywatnych a komercyjnych jest taka, że przypadkowy człowiek może zostać okazjonalnym pasażerem szofera, ale nie może go zatrudnić na stałe.
W rozmowach ze znajomymi często pojawiają się podobne wyobrażenia o moich pasażerach, bo wielu ludziom bogactwo i Anglia kojarzą się tak samo. Rozmówcy regularnie zakładają, że pewnie wożę same gwiazdy show-biznesu, sportu oraz angielskich lordów, ale rzeczywistość jest zupełnie inna – w świecie najbogatszych celebryci i sportowcy stanowią mniej niż 10 proc. całej grupy, a wspomniani lordowie i arystokracja to równie niewielki odsetek. Zdecydowana większość najbogatszych to po prostu ludzie biznesu działający w najróżniejszych branżach. Z logicznego punktu widzenia nie ma w tym nic dziwnego, bo we współczesnym świecie biznes to najłatwiejszy sposób dołączenia do finansowej elity, jednak gwiazdy i arystokraci silniej działają na wyobraźnię, stąd takie skojarzenia.
Londyński pasażer szofera często nawet nie jest Anglikiem
Połowę populacji Londynu stanowią imigranci i część z nich osiąga spore sukcesy. Poza tym angielska stolica od lat przyciąga bogaczy z całego świata – najbogatsi rzadko mają tylko jedno miejsce zamieszkania.
Temat pochodzenia rozwinę, bo pod poprzednią częścią tego artykułu w sekcji komentarzy padło ciekawe pytanie.
Czy narodowość przeszkadza mi w pracy?
Odpowiem jednoznacznie, że nie, moja narodowość nie przeszkadza. Właściwie to nawet pomaga, bo Polacy wypracowali sobie świetną opinię i są cenionymi usługodawcami w swoich branżach. Poza tym w Londynie nie liczy się skąd człowiek pochodzi, tylko co robi, co umie, jakie ma kwalifikacje, bo tak jak pisałem wyżej i znów to podkreślę – połowę populacji stanowią imigranci i jest to doskonale widoczne na każdym szczeblu społecznej drabiny.
Sama narodowość ma dużo mniejsze znaczenie niż przynależność kulturowa
To może być zaskakujące, ale dla większości klientów pochodzących z państw starej Unii, Polacy są tacy sami jak oni. Myślę, że bierze się to ze znacznie szerszej perspektywy – moi pasażerowie często posiadają nieruchomości i firmy nie tylko w różnych krajach, ale i na różnych kontynentach.
Tak to już jest, że w czasach kiedy przeciętny człowiek rodził się, spędzał całe życie i umierał w jednej wsi, to mieszkaniec sąsiedniej wioski wydawał mu się zupełnie inny. Gdy trochę pojeździł po województwie, to okazało się, że jednak ci z sąsiednich wiosek są do niego bardzo podobni, ale w dalszych częściach kraju ludzie są inni. Później pojawiły się możliwości podróżowania za granicę i wtedy wszyscy krajanie stali się do siebie podobni, a inni wydawali się obywatele państw ościennych. W końcu cały świat stanął przed człowiekiem otworem i okazało się, że pomiędzy poszczególnymi sąsiadującymi ze sobą krajami nie ma wcale tak dużych różnic. Gwarantuję, że dla przeciętnego Koreańczyka Polak, Włoch, Niemiec czy Szwed będą… tacy sami. Coraz częściej w ten sposób myślą też sami Europejczycy i Polak naprawdę od lat nie jest już tym gorszym. Być może było tak po otwarciu dla nas europejskiego rynku pracy, ale Polska weszła do Unii… 19 lat temu i dziś podejrzliwie patrzy się na przyjezdnych z krajów, które weszły do UE później – Rumunii i i Bułgarii.
Przykłady z życia potwierdzające tę zaskakującą teorię: wiozłem na lotnisko słynnego hollywoodzkiego reżysera i widząc śmieci w rowach na przedmieściach stwierdził ze smutkiem, że w Anglii jest brudno, a w Polsce czy Szwajcarii tak czysto. Filmowiec latający po świecie prywatnym odrzutowcem postawił Polskę w jednym rzędzie ze Szwajcarią, za to w opozycji do Anglii, a co najlepsze – miał rację. W Polsce naprawdę jest czysto, tylko spędzając całe życie w kraju trudno dostrzec i docenić szybko następujące zmiany. W kolejnym przypadku pochodzący z Europy Zachodniej miliarder będący moim stałym klientem stwierdził, że Polacy są do jego narodu bardzo podobni – lubią ciężko pracować i zarabiać dużo pieniędzy. Ten klient patrzy na świat przez pryzmat pracy i z jego punktu widzenia Polacy nie różnią się od innych.
A jakich narodowości jest najwięcej wśród pasażerów tylnych siedzeń limuzyn?
Niestety nie mam żadnych statystyk, ale tak intuicyjnie, Anglicy stanowią mniej niż połowę klientów, a reszta to mniej lub bardziej przypadkowy miks z całego świata. Największe grupy, poza Anglikami, stanowią szeroko pojęci Europejczycy, Rosjanie, Amerykanie, Chińczycy i Brytyjczycy z zagranicznymi korzeniami (głównie Indie). Od razu napiszę, że nie czuję niechęci do żadnej narodowości, ale wynikać to może z profilu moich klientów – są kulturalni niezależnie od pochodzenia i miło się z nimi przebywa w jednym samochodzie.
Najwięcej legend krąży wokół klientów pochodzących z krajów arabskich – są niesamowicie rozrzutni i jeśli kiedykolwiek słyszeliście jakieś niewiarygodne opowieści o arabskich szejkach, to zapewniam, że nie są one przesadzone. Pewien pochodzący z Węgier szofer opowiadał, że arabscy klienci zawsze finalnie płacą mu dwa razy więcej niż było umówione, bo oni po prostu tacy są – szastają pieniędzmi. Mi przybysze z Bliskiego Wschodu trafiają się rzadko, bo oni korzystają ze swoich pośredników, a ja nie mam kontaktów w tych kręgach kulturowych. Mimo to od czasu do czasu wożę Arabów za pośrednictwem luksusowych hoteli. Choć są mili i kulturalni, to ich język nie brzmi zbyt przyjemnie, a styl i muzyka z punktu widzenia Europejczyka są… specyficzne – oni mają silną ciągotę do obciachu.
Jak się zachowują bogacze? W zdecydowanej większości przypadków – bardzo dobrze
Branżę przewozu osób znam na każdym poziomie. Miałem znajomych jeżdżących w najtańszej taryfie Ubera, ale mam też znajomych szoferów posiadających Rolls-Royce’a czy Bentleya. Jak na dłoni widać zależność, że im wyższy poziom usług, tym lepsze zachowanie klientów. Pod poprzednią częścią tego artykułu padło pytanie, co jeśli moi klienci się spieszą i czy wymagają ode mnie pędzenia na złamanie karku. Otóż nie miewają nierealnych oczekiwań i w ogóle rzadko się spieszą – są świetnie zorganizowani i często zamawiają samochód tak, żeby mieć zapas czasu. Dla kontrastu, to z opowieści wiem, że klienci najtańszego Ubera są wiecznie spóźnieni i domagają się niemożliwego, Do tego sprawiają całe mnóstwo innych problemów, które nie występują u szoferów.
Wielu pasażerów limuzyn wygląda jak z okładki poradnika rozwoju osobistego – wysportowani, uśmiechnięci i świetnie ubrani
Na co dzień zadowoleni, pogodni, kulturalni i sympatyczni, aż miło się z nimi spędza czas. Poza tym mają niesamowitą klasę – zdarzało mi się podjechać pod dany adres i klient wyszedł osobiście żeby poinformować, że jeszcze nie jest gotowy i zaoferować mi kawę lub herbatę.
Oczywiście najbogatsi ludzie też mają swoje problemy, tylko nie okazują tego całemu światu – to zrozumiałe, bo żeby zajść w życiu tak wysoko, ludzie ci musieli nauczyć się panować nad swoimi emocjami i dlatego uważam, że tak dobrze się z nimi pracuje. Co prawda większość z tych ludzi jest wymagająca, ale nie wynika to z marudnego charakteru czy chęci udowadniania światu „kto tu rządzi”, a ze świadomości rynku usług, za które płacą. Tak czy inaczej jeśli szofer się zna na swojej robocie i się przykłada do tego co robi, to nie ma się czego obawiać, a wręcz przeciwnie – może zakładać, że będzie miło i sympatycznie.
Jeśli chodzi o szoferów prywatnych, to ich relacje z pracodawcami często są jeszcze lepsze, niemal rodzinne. Znam przypadki, gdzie szef kupuje prezenty dzieciom szofera, gdy te mają urodziny, a jest to tylko jeden z licznych przykładów takich sympatycznych gestów. Oczywiście zdarzają się zgrzyty, ale raczej nic poważnego, bo po co bogaty człowiek miałby się otaczać ludźmi, których nie lubi? Kiedy któraś ze stron przestaje być zadowolona, to szofer sam odchodzi lub jest zwalniany – raczej nie zdarza się, żeby ktoś pracował dla jakiegoś tyrana i całymi latami musiał znosić nieprzyjemności. Zdecydowana większość szoferów, z którymi rozmawiałem, lubi swoich pracodawców, a o samej pracy opowiada w samych superlatywach.
A co z pasażerami „przypadkowymi”, którzy na co dzień nie jeżdżą na tylnych fotelach limuzyn?
Odbieram ich równie pozytywnie co tych, dla których S-Klasa jest domyślnym środkiem transportu, choć oczywiście zachowują się trochę inaczej. Też są kulturalni, sympatyczni i wdzięczni za starania, ale bywają lekko speszeni i nie zawsze wiedzą jak obsługiwać określone elementy wyposażenia samochodu. Widać, że poziom usługi oraz sam samochód robią na nich niesamowite wrażenie.
Co ciekawe, nie znalazłem żadnego wzorca podejścia do pieniędzy wspólnego dla wszystkich bogaczy
Zdarza się zarówno nieprawdopodobne skąpstwo, jak i skrajna rozrzutność. W tym przypadku łatwiej mi zrozumieć tę drugą opcję – ci ludzie i tak zarabiają szybciej niż wydają, są zabezpieczeni na parę kolejnych pokoleń, a pieniędzy do grobu nie zabiorą, więc nie dziwi mnie, że chcą korzystać z owoców swojej pracy. Skąpstwa przy takim majątku nie rozumiem w ogóle. Tzn. wiem skąd to zjawisko się wzięło i na pewno było ono pomocne we wcześniejszych etapach budowania finansowego imperium, tylko że niektórym z tych ludzi zostało już tak na zawsze.
Pisząc ten artykuł przypomniał mi się zabawny klip, zerknijcie:
Czy gwiazdy w rzeczywistości zachowują się tak jak na tym nagraniu? Na szczęście nie. Moim zdaniem od samych gwiazd bardziej uciążliwi są ich fani i przede wszystkim paparazzi. Słyszałem ciekawą historię: szef znajomego szofera poprosił go, żeby odebrał kumpla – Leo. Znajomy dostał instrukcję, że Leo będzie czekał w punkcie xyz i będzie miał maseczkę (to były czasy COVID-owych restrykcji) oraz czapkę z daszkiem. Podjechał na miejsce i znalazł faceta zgodnego z rysopisem. Ten wsiadł do samochodu, zdjął kamuflaż i okazało się, że kumpel Leo na nazwisko ma… Di Caprio. Zachowywał się zupełnie normalnie, a może nawet zbyt skromnie – powiedział coś w stylu „być może mnie rozpoznajesz”…
A jakich sławnych ludzi sam woziłem? Bardzo różnych i choć rozpoznaję jedynie ułamek z nich, bo za bardzo nie oglądam telewizji, a w internecie czytam tylko, co mnie interesuje, to i tak wiozłem zarówno gwiazdy show biznesu, jak i sportu. Oni wszyscy zachowywali się bardzo dobrze, a jeden piłkarz wręcz nie mógł się nachwalić samochodu oraz moich umiejętności – jednak dobrze skonfigurowana S-Klasa robi wrażenie nawet na ludziach przyzwyczajonych do samochodów tego segmentu, a wtedy akurat zaszła konieczność manewrowania na centymetry pomiędzy dużym dostawczakiem, osiedlową latarnią i krawężnikiem. Jako ciekawostkę dodam, że parking klubu piłkarskiego Premier League wygląda stereotypowo – Continental GT, Bentayga, ze dwie G-Klasy po tuningu, trzy super-samochody i parę sztuk niemieckich SUV-ów premium (te ostatnie pewnie były służbowe).
W świecie najbogatszych kaprysy jak najbardziej się zdarzają
Pewnego razu, podczas zlecenia w Monako, klient z zaskoczenia powiedział, że jedziemy do St. Tropez, wsiadł w Ferrari i tyle go widzieliśmy. Oczywiście nie mogliśmy wsiąść do samochodu i jechać za nim, bo mieliśmy jeden samochód, jedną łódź, czwórkę ludzi i kilkanaście wielkich walizek. To sporo logistyki i trzeba było m.in. zamówić Mercedesa klasy V na bagaże, a to co się nie zmieściło, zawieźć do portu na łódź – taka przeprowadzka to pół dnia roboty mimo, że sama trasa to jakieś dwie godziny jazdy.
W branży ochrony osobistej mówi się, że na każdą godzinę przemieszczania się potrzeba dwóch godzin wcześniejszych przygotowań i zdecydowanie bym nie chciał być ochroniarzem kogoś aż tak niezorganizowanego – na szczęście szofer ma łatwiej. Wśród klientów mam też przypadek z drugiego końca skali – klient jest tak zorganizowany, że prawdopodobnie wie nawet, jakie skarpetki założy w przyszłą środę. Jego asystentka zazwyczaj wysyła mi jego precyzyjne plany z wyprzedzeniem miesiąca.
To by było na tyle i jeśli dotarliście do tego miejsca, to bardzo mi miło
Ja dalej będę robił to co robię, zbierał nowe doświadczenia i kontakty, więc materiału z czasem będzie przybywać. Myślę, że w niedalekiej przyszłości zrobię jeden z prestiżowych certyfikatów szoferskich, bo choć to nie jest potrzebne do pracy, to na pewno dostarczy mnóstwa ciekawostek, wiedzy oraz branżowych kontaktów.
Poza tym kiedyś zrobię licencję ochroniarską Close Protection oraz kurs Advanced Driving. Wspomniany kurs upoważnia też do prowadzenia pojazdu uprzywilejowanego, więc od czasu do czasu chciałbym jeździć na tzw. Blood Bikes. To motocykle uprzywilejowane służące do szybkiego przewozu krwi i działające na zasadzie wolontariatu. Motocyklem „na bombach” – zawsze o tym marzyłem. To wszystko znaczy, że do tematów szoferskich będę od czasu do czasu wracał, ale za tydzień prawdopodobnie napiszę test wyjątkowego samochodu. Zamierzam też opisać pracę zawodowego motocyklisty – na dwóch kółkach woziłem m.in. krew i choć to nie był motocykl uprzywilejowany, to praca bez wątpienia bardzo ciekawa.
Widzimy się niedługo.









