W numerologii liczba 31 wiązana jest z kreatywnością, zmianą i postępem. Liczbę tę można postrzegać jako znak nowych początków i możliwości. W tym odcinku Ekspresówki będzie o możliwościach napędu spalinowego, który bynajmniej nie zamierza jeszcze oddać pola bez walki, a nowy początek bateriowozów może okazać się końcem rychlejszym niż się wszyscy spodziewali i popadli w stan histerii.
Stellantis rozważa cięcia w swoim przebogatym portfolio marek
Koncern Stellantis w pierwszym półroczu 2024 r. zarobił 5,6 miliarda euro, co okryło frasunkiem oblicza akcjonariuszy i udziałowców. Dlaczego? Ponieważ to zaledwie połowa wyniku z analogicznego okresu 2023 r., więc Excel rozryczał się histeryczną czerwienią, podnosząc sakramencki lament. Tymczasem prezes Tavares całkowicie beztrosko palnął, że skoro jakaś marka nie przynosi zysku, to trzeba się jej pozbyć. I myk akcje koncernu spikowały o 12,5 procenta, do poziomu z sierpnia 2023. Cysorz… znaczy prezes to ma klawe życie – jawnie działa na szkodę swojej firmy i nic mu nie robią. Szeregowy trybik Stellantisa, głoszący takie rewelacje, pożegnałby się ze stanowiskiem szybciej niż zdołałby wymienić wszystkie marki koncernu.
Akcja serwisowa Toyoty – wymiana ponad 100 tysięcy wadliwych silników
Toyota ogłasza akcję przywoławczą w związku z częstymi awariami swoich 3,4-litrowych silników V6 z podwójnym turbodoładowaniem, które montuje się w Toyocie Tundra i Lexusie LX 600. Wygląda na to, że jedynym sposobem na opanowanie sytuacji jest zastąpienie wadliwych silników zupełnie nowymi jednostkami. Akcja dotyczy 102 092 pojazdów, w tym 98 568 egzemplarzy Tundry i 3524 egzemplarzy LX 600. Toyota bezpłatnie wymieni silnik we „wszystkich pojazdach objętych akcją”. Przyczyną problemu okazał się proces produkcyjny, w którym kanały olejowe nie zostały odpowiednio oczyszczone po obróbce. W wyniku tego w układzie smarowania silnika unosiły się opiłki metalu, blokując cały układ. Naprawić tego za bardzo nie ma jak, więc w pełnej zgodzie ze standardami XXI wieku wymieni się cały silnik i pora na sake.
Ferrari z 1948 roku nadal jeździ po drogach Nowej Zelandii
Chodzi o model Ferrari 166 Inter z 1948 r., coupe z kierownicą po prawej stronie, które jest najstarszym pozostającym w użytku drogowym Ferrari na świecie. To nie koniec niezwykłych faktów o tym samochodzie – był to bowiem pierwszy model Ferrari przeznaczony dla klientów indywidualnych, w latach 1948–1951 wyprodukowano 37 egzemplarzy. I na tym nie dość – silnik o pojemności 2 litrów to jednostka w układzie V12. Dwanaście (DWANAŚCIE!) cylindrów w silniku o pojemności dwóch kartonów mleka – te wszystkie generyczne crossovery ostatnich lat milczą teraz głęboko zawstydzone.
Toyota Corolla GR staje w płomieniach, a producent opowiada o oponach z niskim indeksem prędkości
Historia wręcz stereotypowo amerykańska – właściciel samochodu zauważa dym, wzywa straż pożarną, a producent samochodu pokazuje palcem na paragraf w instrukcji obsługi, zakazujący jazdy z prędkością powyżej 85 mph (137 km/h). 137 km/h w trzystukonnym hot hatchu. Aha. Nie wiadomo jeszcze w jakie opony był wyposażony feralny egzemplarz Corolli (fabrycznie wychodzi na Michelinach z indeksem prędkości znacznie powyżej 137 km/h), ale nawet gdyby ktoś w przypływie purnonsensowego poczucia humoru zastosował w tym modelu ogumienie nadające się tylko do przyczep, nie wiadomo jaki związek może to mieć z pożarem ewidentnie mającym źródło w komorze silnika. Jadowici prawnicy Toyoty już zapewne mają na to odpowiedź.
Tesla Cybertruck zbiera łomot od 28-letniej Corvetty C4
Do czego nadają się samochody elektryczne? Cóż, znalazłoby się kilka zastosowań, ale najwyraźniej wygrywanie ze starymi spalinowozami nie jest jednym z nich. Wyścig odbył się w Dacono w stanie Kolorado na torze National Speedway. Tesla Cybertruck – 845 koni mechanicznych (630 kW) – staje naprzeciw Chevroleta Corvette Grand Sport generacji C4 z 1996 r. – 330 KM (246 kW) – zatem w suchych liczbach Tesla składa Chevroleta jak papierowy samolocik i to z palcem w falowniku. Tymczasem kiedy wyścig polega na czymś innym niż rwanie do przodu na prostym odcinku, przewaga mocy i momentu nie wystarcza do zwycięstwa. Szach i mat bateryjko na kołach.
Volvo zmienia dalekosiężne plany i wcale nie będzie oferować wyłącznie bateriowozów od 2030 r.
Zapowiedzi m.in. Volvo o przejściu na wyłącznie napęd elektryczny do 2030 r. zostały zweryfikowane przez bezczelnych klientów, którzy nijak nie chcą przeflancować swojego życia i przyzwyczajeń tylko po to, by zostać niewolnikami przedmiotów. W dodatku – nikt się tego nie spodziewał, zupełnie jak hiszpańskiej inkwizycji – obcięcie dotacji na zakup bateriowozów zauważalnie wykastrowało popyt, zaś bicie w bęben z napisem „zakaz spalinówek od 2035 r.” przestało działać, Excel przestał się zgadzać, więc i propaganda straciła paliwo (ho ho, ależ zabawny kalambur), a interes musi się kręcić dalej. I dlatego spalinowe modele Volvo po 2030 r. nadal będzie można kupić. Szach i mat bateryjko na kołach po raz drugi.
I tym optymistycznym akcentem kończymy ten odcinek. Kiedy już Toyota upora się z akcją serwisową, zabieram Tundrę na jakiś pojedynek z Cybertruckiem i jestem dziwnie spokojny, że znów bateriowóz haniebnie przegra.

