Volvo w ostatnim czasie odświeża szczyt swojej oferty. Najpierw było Ex90, potem, we wrześniu zeszłego roku, lifting XC90, niedawno zaprezentowano też elektryczną limuzynę ES90. Teraz przyszedł czas na nowe Volvo S90.
A właściwie odświeżone – nowe S90 to lifting spalinowej limuzyny, która jest na rynku od dziewięciu lat. W przypadku kombi, czyli V90, będziemy musieli się przygotować najprawdopodobniej na to, że w tym roku zostanie wycofane z oferty, m.in. z powodu kiepskiej sprzedaży. Jednak skupmy się na głównym temacie, czyli sedanie.
Niby skromne odświeżenie, ale zmiana jest widoczna
Przednia część nadwozia została zmodernizowana tak jak np. w XC60, czyli jest tu nowe wypełnienie grilla oraz nowe przednie reflektory. Jednak najbardziej w oczy rzuca się przeprojektowany tył. Przed modernizacją miejsce na tablicę rejestracyjną znajdowało się na zderzaku, a teraz znajduje się na klapie bagażnika. Klosze reflektorów również mają zupełnie nowy kształt. Przez taki zabieg tył upodobnił się do tego w mniejszym modelu S60.
W palecie lakierów nadwozia pojawiły się dwa nowe kolory: Aurora Silver oraz prezentowany na zdjęciu Mulberry Red, który właściwie bardziej jest bordowym lakierem niż czerwonym. Tak swoją drogą, bardzo pasuje do tego auta.
Stylistyczna ewolucja nie zaszkodziła S-dziewięćdziesiątce. Mam podobny wniosek jeśli chodzi o wygląd tego auta jak w przypadku XC60 – uważam, że takie odświeżone S90 prezentuje się z zewnątrz lepiej niż konkurent od BMW, czyli aktualna seria 5 (i pisze to fan „piątki” praktycznie każdej poprzedniej generacji). Jest również ładniejsze od Mercedesa E klasy oraz nowego Audi A6 Limousine. Projekt sprzed niemal dekady bardzo dobrze znosi próbę czasu.
Wewnątrz nowe Volvo S90 jest niemal identyczne. Tak jak w XC60 czy XC90, główną zmianą wizualną w środku jest nowy, większy ekran o przekątnej wynoszącej 11,2 cala. We wnętrzu popracowano również nad kwestią wyciszenia.
Silniki, a właściwie silnik napędzający nowe Volvo S90
Klienci będą mieli możliwość wybrania benzynowej dwulitrówki z turbo w dwóch wersjach:
- z miękką hybrydą jako B5 o mocy 250 KM,
- w układzie plug-in jako T8, gdzie moc systemowa wynosi 460 KM.
Producent twierdzi, że dopracował silnik elektryczny w wersji T8, który do tej pory pozwalał na przejechanie ok. 80 km na samym prądzie. Mocniejszy wariant ma być oferowany z napędem na 4 koła, natomiast słabszy z napędem na przód. Wariant T8 jest w stanie osiągnąć pierwszą setkę w 4,7 s, a jak przystało na Volvo prędkość maksymalna została ograniczona do 180 km/h. W codziennym użytkowaniu większe znaczenie będzie mieć wynik przyspieszenia, który jak na 2,1 tonową limuzynę jest całkiem dobry. W tym aspekcie Volvo nie ma się czego wstydzić na tle konkurencji:
- Audi A6 Limousine 3.0 TFSI Quattro (367 KM) 0-100 w 4,7 s,
- Mercedes E 450 4Matic (381 KM) 0-100 w 4,5 s,
- BMW 550e Xdrive (489 KM) 0-100 w 4,3 s.
Oczywiście, niemieckie sedany mogą pochwalić się tym, że mają 6 cylindrów oraz mogą rozpędzić się do 250 km/h. Tu należy jednak pamiętać, że za dobrze skonfigurowany egzemplarz takiego A6 czy E klasy w przytoczonej wersji, zapłacimy znacznie więcej.
Gdzie będzie dostępne nowe Volvo S90? „To skomplikowane”, ale i tak jest dobra wiadomość
Wiele źródeł podaje, że odświeżone Volvo S90 nie trafi do Europy oraz USA. Szczególnie w przypadku Stanów Zjednoczonych jest to prawdopodobny scenariusz z uwagi na panującą wojnę celną tego kraju z Chinami. Na pocieszenie – spotkałem się z informacją (podaną np. przez Motofilm), że może to oznaczać niższe ceny za schodzącą serię, jak np. zeszłoroczne S90 T8 za 273 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że mowa o dużej, komfortowej limuzynie mającej ponad 450 KM, brzmi to jak bardzo dobra oferta.





